Uniwersalne przesłanie choroby
Autor: dr Władysław S. Rybicki
Życie bez chorób to odwieczne marzenie ludzkości. Tymczasem wydaje się, że towarzyszyły one człowiekowi od zarania jego dziejów. Czy zatem zaistniał jakiś błąd w sztuce i dziele stworzenia człowieka, czy to celowe działanie? Ani jedno ani drugie! Odpowiedź zawiera się w takim oto stwierdzeniu, które dalej będziemy rozwijać i uzasadniać:
Człowiek jest biologiczno-duchowym wehikułem, gdzie ciało pełni rolę biologicznego sygnalizatora jego duchowych problemów, a właściwe rozwiązywanie problemów zdrowotnychi ich duchowych przesłań służy dostrajaniu tego wehikułu (zwłaszcza części duchowej) do UNIWERSALNYCH PRAW ŻYCIA, które są PRAWAMI PRZESTRZENI. Prawa te ludzkość musi poznać, obowiązują one, bowiem całą kosmiczną społeczność — jakkolwiek ją rozumiemy.
Zgodnie z funkcjonującym w znanym nam Kosmosie „prawem pary” istnieją dwa — wzajemnie się uzupełniające — zestawy praw uniwersalnych (Pra-Cech, Pra-Zasad) mających dla człowieka wyraźny biologiczny imperatyw. Są to:
I. Cechy uniwersalnej osobowości: |
II. Prawa uniwersalne: |
|---|---|
| 1. Miłość | 1. Prawo hierarchii |
| 2. Radość | 2. Prawo tworzenia |
| 3. Pokój | 3. Prawo umiarkowania |
| 4. Cierpliwość | 4. Prawo konieczności rozwoju |
| 5. Życzliwość | 5. Prawo odwzorowania |
| 6. Dobroć | 6. Prawo zgodności |
| 7. Wiara | 7. Prawo tolerancji |
| 8. Łagodność | 8. Prawo pokory |
| 9. Panowanie nad sobą | 9. Prawo opieki i ochrony |
| 10. Prawo przyczyny i skutku | |
| 11. Prawo odbicia | |
| 12. Prawo nieingerencji |
Czasami — niejako zamiennie — posługujemy się terminami: PRAWA UNIWERSALNE bądź PRAWA PRZESTRZENI. W praktyce terminy te oznaczają to samo.
W Przestrzeni prawa te mają wymiar duchowo-energetyczny, a zatem niejako fizycznie „wymuszający” ich respektowanie.
A co z Ziemią i człowiekiem oraz ich relacjami z Przestrzenią i jej prawami?
Otóż człowiek to duchowa istota obdarzona umysłem i ciałem niezbędnym do życia na Ziemi. Ciało, bowiem to biologiczna struktura najlepiej przystosowana i najpełniej zdolna tu właśnie funkcjonować. W tej to strukturze została zdeponowana potężna informacja o wszechświecie w postaci tzw. pamięci komórkowej. Ta zaś informacja winna w pełni rezonować z informacją, którą niesie przestrzeń zgodnie z PRAWEM ODWZOROWANIA — „jak na górze tak i na dole”. Wszelki dysonans między nimi to rozstrojenie.
Podobnie zagospodarowana jest „przestrzeń” pomiędzy makroanteną — kręgosłupem a mikroantenami — spiralami DNA. Co zaś znajduje się w „przestrzeni” między tymi rezonującymi ze sobą systemami anten? — Również człowiek!
Te dwie okoliczności wyjaśniają i uzasadniają zarazem kosmiczny cel zaistnienia Ziemi i człowieka. Otóż Ziemia miała (i ma) pełnić rolę kosmicznej biblioteki, w której zdeponowana została w skondensowanej formie cała informacja o Wszechświecie. Człowiek zaś miał (i ma) pełnić rolę żywej i świadomej „karty bibliotecznej” dającej dostęp do określonych działów tej biblioteki (w zależności od stopnia i rodzaju swojego dostrojenia), strzegąc jednocześnie dostępu do niej przed potencjalnymi kosmicznymi intruzami. Te cele się nie zmieniły — uległy tylko nieco przesunięciu w czasie. Na jak długo? Na czas rozstrzygnięcia pewnych kwestii — kwestii wolnej woli w kontekście praw uniwersalnych.
To właśnie ta niebywała rola Ziemi i człowieka uzasadnia surowość sposobu przeprowadzania procesu ich dostrajania do swych kosmicznych ról.
Człowiek jest, zatem złożoną istotą, a jego ciało jest znakomitym i niezastąpionym narzędziem, zdolnym odczuwać i przeżywać pełnię ziemskiego (i w dużym zakresie kosmicznego) życia, a jednocześnie jest to wehikuł, w którym żyje nasz duch i który dzięki ciału ma możliwość przyśpieszonego rozwoju. Dlaczego przyśpieszonego? Albowiem materialne ciało funkcjonując w „ciężkich” wibracjach Ziemi sygnalizuje i to dość brutalnie, (bo w fizyczny, bolesny i dokuczliwy sposób) problemy naszego ducha i naszych subtelnych energetycznych i eterycznych ciał.
Żyjemy, bowiem na Ziemi w okresie przeprowadzania na niej eksperymentu wolnej woli, gdzie wszystko, czyli każde postępowanie jest dozwolone, a jednocześnie żyjemy w przestrzeni z jej fizyczno-duchowymi prawami, których nieznajomość i łamanie są karalne. Jak zatem je poznać i jak nauczyć się je respektować — wszak prawa przestrzeni to uniwersalny kodeks życia obowiązujący we wszechświecie?! Temu właśnie aktualnie służy życie na Ziemi. Dzięki takiej, bowiem, a nie innej konstrukcji ciała mamy wyjątkową możliwość poznać i doświadczyć, czym są prawa uniwersalne i dlaczego oraz jak należy je respektować! To właśnie tu na Ziemi odbywa się przyśpieszony kurs nauki praw uniwersalnych, to tu możemy zdać egzamin uniwersalnej dojrzałości, który to z kolei jest przepustką do dalszego życia. Jest to możliwe tylko dzięki temu, że znakomite narzędzie, jakim jest ludzkie ciało precyzyjnie sygnalizuje poprzez fizyczne i psychiczne choroby oraz dolegliwości rodzaj i stopień naszego rozstrojenia w stosunku do uniwersalnych praw przestrzeni (i ich „odpowiedników” zdeponowanych w tzw. pamięci komórkowej). Musimy, zatem — i to z wdzięcznością i pokorą — te sygnały, które odczuwamy jako bóle i inne dolegliwości „przeanalizować i przepracować” zgodnie z kierunkiem wskazywanym przez reakcje ciała. Są to, bowiem niezbędne indywidualne lekcje na naszej drodze koniecznego rozwoju (jest to jedno z uniwersalnych praw).
Ciało i przestrzeń to sprawiedliwi i doświadczeni nauczyciele, których nie da się oszukać! Zatem swoje indywidualne lekcje trzeba odrobić! Wtedy dopiero ustąpią dolegliwości i choroby. Działanie objawowe czasami może mieć miejsce, ale ciągłe tłumienie i blokowanie sygnałów organizmu (dolegliwości) informujących nas o zasadniczych niedostatkach naszego ducha jest jednak działaniem przeciwnym celowości i przeznaczeniu ziemskiego życia. Dlatego dostatecznie długo stosowane prowadzi do destrukcji i eliminacji jednostki ludzkiej.
Celem, bowiem naszej tu egzystencji jest nauka praw uniwersalnych.
Nie można od tego uciec! To właśnie, dlatego tu i teraz się znajdujemy!
Ten cel określa również rolę prawdziwej medycyny! Lepiej pojmowali ją zresztą starożytni lekarze — kapłani. Rolą prawdziwego lekarza jest pomóc pacjentowi zrozumieć, dlaczego zachorował, jakie jest przesłanie jego choroby i jego dolegliwości, a następnie pomóc mu w miarę łagodnie tę lekcję (do której „odrobienia” zmusza choroba) odrobić. Zatem proces chorowania i prawidłowo prowadzonego leczenia to nic innego jak dostrajanie danego człowieka jako biologiczno-duchowego kompleksu do praw uniwersalnych. Ciężka choroba ma miejsce tylko wtedy, kiedy notorycznie lekceważymy i sztucznie tłumimy różne sygnały (dolegliwości), a unikamy zrozumienia i „przepracowania” ich przesłania, jak również wtedy, kiedy po prostu „unikamy życia” i nie realizujemy się zgodnie z posiadanym potencjałem, co jest karalne przez PRAWO KONIECZNEGO ROZWOJU. Wtedy i tylko wtedy skracamy swoje życie, jako że dalsze jego trwanie staje się bezsensowne w odniesieniu do celu ziemskiego życia.
Oprócz ogólnego celu ziemskiego życia człowieka każda jednostka ma określony indywidualny cel swojej egzystencji na Ziemi i żyje tu dopóki ten cel realizuje. Choroba jest wtedy sygnałem zboczenia z drogi do swego celu i szansą uświadomienia sobie, iż powrót na właściwą drogę jest niezbędny.
Zatem receptą na względne zdrowie i odpowiednio długie życie jest godny CEL spójny z celem i sensem życia na Ziemi, realizowany pod warunkiem nie nadużywania wolnej woli i respektowania praw uniwersalnych.
Przyznać należy, że zrealizowanie tak sformułowanej recepty jest nie lada wyzwaniem, tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że ten kurs przyśpieszonego nauczania praw uniwersalnych na Ziemi ulega w ostatnich czasach znacznemu przyśpieszeniu i skróceniu.
Inteligentny Kosmos przychodzi jednak z pomocą — pojawiają się nowe odkrycia, nowe narzędzia, nowe techniki, które ułatwiają gotowym na przejście tego procesu jednostkom ludzkim osiągnięcie optymalnego dostrojenia nie tylko w zakresie pozbycia się (jako już odrobionej lekcji) określonej choroby, ale przyśpieszonego dalszego rozwoju (już w wyższej niejako szkole) w kierunku uniwersalnych jednostek — pełnoprawnych obywateli Uniwersum — choć w ludzkiej postaci.
Znaczy to, że kreatywnym i względnie zdrowym ludziom techniki dostrajania pomagają osiągnąć przyspieszony rozwój, nie czekając na wymuszanie go przez choroby i starzenie się, a wręcz z odwrotnym skutkiem — lepszego zdrowia, spowolnienia procesu starzenia i wydłużenia życia.
Nic zresztą dziwnego — inteligentny Kosmos wspiera i wynagradza inteligentne „współdziałanie”! Niezależnie od tego zmiany zachodzące aktualnie w przestrzeni mają często charakter „skokowy” i najzdrowszy nawet organizm musi wtedy uczynić wysiłek adaptacyjny — manifestujący się niekiedy wręcz jak choroba. Techniki dostrajania optymalizują wtedy i znacznie skracają ten niezbędny proces „chorowania”.
Zajmijmy się teraz wyjaśnieniem wcześniejszego stwierdzenia, że ten kurs przyśpieszonego (dodajmy i wymuszonego) nauczania praw uniwersalnych na Ziemi ulega i ulegać będzie w następnych latach jeszcze większemu przyśpieszeniu i skróceniu. Wynikają z tego, bowiem poważne konsekwencje dla każdej jednostki ludzkiej, która w tych czasach przebywa na Ziemi!
Żeby to zrozumieć — najpierw nieco historii.
Otóż wspomnieliśmy już, że Ziemia jest aktualnie obszarem kosmicznego eksperymentu — eksperymentu wolnej woli. Żeby zaś eksperyment mógł być realizowany obiektywnie winien być przeprowadzany w odpowiednio dobrze izolowanych warunkach. To zresztą zasada każdego naukowego eksperymentu! Od czego zatem winien być izolowany eksperyment wolnej woli na planecie Ziemia? Oczywiście, że od uniwersalnej przestrzeni z jej uniwersalnymi prawami fizycznie wymuszającymi ich respektowanie. Żeby, zatem obiektywnie, przeprowadzić eksperyment wolnej woli rozumianej jako dowolność postępowania i wyboru (czyli prawie że niczym nieograniczoną wolność) musiano Ziemię w znaczącym stopniu odizolować od wpływów szybko egzekwującej respektowanie uniwersalnych praw (i ograniczającej dosłownie rozumianą wolną wolę) — przestrzeni. Temu zapewne służyły takie struktury jak baldachim wodny wokół Ziemi („spadł” w potopie), warstwa ozonu i energetyczne pierścienie wokół Ziemi. Inaczej — w warunkach nie izolowanej przestrzeni — ludzie szybciej by się wyeliminowali niż doświadczyli życia z dosłownie rozumianą wolną wolą. W warunkach zaś izolacji relacje między postępowaniem człowieka niezgodnym z prawami uniwersalnymi a fizycznymi (zdrowotnymi) konsekwencjami sygnalizującego ten dysonans ciała (rozstrojenie) uległy znacznemu opóźnieniu. I to tak znacznemu, że ogół ludzi (w tym i lekarzy i duchownych różnych religii) nawet nie domyśla się głównej przyczyny chorób — duchowego rozstrojenia wobec praw uniwersalnych w warunkach przebywania w strefie wolnej woli oraz bytowania w strukturach biologicznych.
Żeby jednak wszechobecnemu w naszym życiu i przestrzeni „prawu pary” stało się zadość, istnieć musi jeszcze jedno wyjaśnienie sposobu przeprowadzenia tego eksperymentu wolnej woli. W związku z tym rację mogą mieć również i ci badacze, którzy twierdzą, że Ziemia i Układ Słoneczny w swoim bezustannym przemieszczaniu się w Przestrzeni długo znajdowały się w tzw. materialnej półkuli Wszechświata, gdzie „grube” wibracje nie reagują zbyt szybko na subtelne duchowe wibracje, dopuszczając tym samym względnie bezkarne łamanie duchowych praw uniwersalnych. Teraz zaś Ziemia i Układ Słoneczny wchodzą w tzw. antymaterialną półkulę Wszechświata, gdzie prawa uniwersalne będą (co już zaczyna być odczuwalne) egzekwowane przez antymaterialne energie bezwzględnie reagujące na wszelkie rozstrojenie i niespójność w stosunku do nich.
Nietrudno zauważyć, że te dwie koncepcje (w myśl zresztą „prawa pary”) wcale sobie nie przeczą, a wręcz się uzupełniają.
Jest również wielce prawdopodobne, że te dwie koncepcje — warianty realizowane były równocześnie jako jeden spójny i pewny mechanizm skutecznie „opóźniający” działanie praw uniwersalnych w tym PRAWA PRZYCZYNY I SKUTKU, a zatem umożliwiający pełne przeprowadzenie eksperymentu wolnej woli na Ziemi. Pełne — bo „rozłożone” na wiele ludzkich pokoleń. Jest to zresztą kolejna zasada naukowego eksperymentu. Dlatego również ziemscy naukowcy badając wpływ różnych substancji i zjawisk na żywe obiekty badają ich wpływ nie tylko na rodziców, ale i potomstwo.
Tak skrupulatnie przeprowadzany eksperyment zrodził jednak konsekwencje poważnie rzutujące na problem przesłania choroby. A mianowicie — „winy” naszych przodków (rozumiane jako aktywne przejawy ich rozstrojenia w stosunku do praw uniwersalnych, czyli ich negatywne myśli, uczucia i uczynki) mając swoje powolne, ale konsekwentne „przełożenie” na biogenetyczne mechanizmy ich ciał przenosiły się na następne pokolenia, które dokładały swoich* „win”. Część tych „win”, która zaistniała do momentu poczęcia potomstwa — w znaczeniu ich biologicznych konsekwencji — była (i jest) przenoszona właśnie genetycznie. Jednakże dalej ten dziedziczny wpływ zyskał swe przedłużenie i wzmocnienie wskutek procesu wychowawczego, rodzinnych zależności i kontaktów itd. silnie modelując duchową osobowość każdego człowieka.
Niezależnie od genetyki istotnym obszarem dziedziczenia zwłaszcza „ducha rasy, rodu” itp. jest krew. Stąd też termin — krewni. Ten dziwny płyn jest wprawdzie coraz lepiej poznawany przez współczesną naukę, ale tylko na poziomie biochemicznym. A co z poziomem energoinformacyjnym? Otóż krew posiada „pamięć”, jako że jej bazą jest woda — ten najważniejszy nośnik informacji na planecie Ziemia.
Stąd tak ważne znaczenie dla organizmu człowieka składającego się w 80% z wody ma praca nad jego płynną sferą. W chorym organizmie woda jest nośnikiem „chorej” informacji. Trzeba ją zatem „przekodować” — inaczej nikt się nie wyleczy.
Te wszystkie dygresje i rozważania winny nas doprowadzić do smutnej, ale niezbędnej refleksji, a mianowicie – ponosimy konsekwencje postępowania nie tylko swojego, ale i naszych przodków (którzy przecież są częścią nas). Ich „winy” odbijają się na naszym życiu i zdrowiu! Powinno nam to również uzmysłowić „nasz udział” w losie naszego potomstwa. Ale co z naszymi przodkami i ich „winami”? Otóż rozważając przesłanie swojej choroby nie należy zapominać o swoich przodkach (nawet nieznanych). Należy im wybaczyć i prosić o wybaczenie ofiary ich złego postępowania. Jest to nadzwyczaj ważne, bowiem w polu morfogenetycznym Ziemi zapisuje się każdy czyn — i dobry, i zły. Ten zły zneutralizować może tylko zadośćuczynienie! To nic, że oni nie żyją (i nasi przodkowie, i ich ofiary). W przestrzeni czas nie istnieje — istnieje wieczne „teraz”!
Tak więc historia ludzkości to jedna wielka i obiektywna odpowiedź na to, czym jest nieznajomość
i lekceważenie praw uniwersalnych, czym jest niczym nieograniczona wolna wola. To bolesna historia, ale widocznie niezbędna dla sprawiedliwego przyszłego funkcjonowania Wszechświata. Ta historia to kosmiczna lekcja poglądowa dla ludzi w roli uczniów, ale i zapewne dla jeszcze większej liczby kosmicznych obserwatorów. Ta lekcja pokazała i pokazuje dalej, czym jest nieznajomość i nierespektowanie praw uniwersalnych — kosmicznego kodeksu ustalającego zasady współżycia jednostek i społeczeństw obdarzonych wolną wolą. Dotyczy to zapewne również społeczeństw pozaziemskich.
Lekcja ta na szczęście już się kończy, dostarczyła bowiem wystarczających argumentów wszystkim rozumnym istotom i hierarchiom, czym jest — nigdy zadość o tym mówić — nieznajomość i nierespektowanie praw uniwersalnych.
To bardzo ważny czynnik, że żyjemy na Ziemi w okresie finalizowania tej lekcji i podsumowywania wniosków. Znaczy to bowiem, że dalszy eksperyment nie ma sensu, ponieważ spełnił swoją rolę i nie ma potrzeby go przedłużać. Dlatego według jednej koncepcji — stopniowo redukuje się bądź likwiduje izolujące osłony jako już niepotrzebne, a według drugiej — wchodzimy pod coraz silniejszy wpływ energii antymaterialnych, co oznacza dokładnie to samo. Potwierdzają to zresztą liczne astrofizyczne obserwacje i pomiary — zanika warstwa ozonu, słabnie ziemskie pole magnetyczne, pojawiają się w układzie słonecznym nieznane ciała wielkości planet oraz ogromne komety „łamiące” swoim oddziaływaniem ziemskie zasłony.
Warto zauważyć, że również niewątpliwie negatywny wpływ współczesnego człowieka na Ziemię (chociażby tylko jego przemysłowej działalności) i jej otoczenie pozostaje „dziwnie” spójny w swoich konsekwencjach z tymi kosmicznymi procesami. Ludzkość zatem niejako niechcący „pomaga” w zakończeniu tego eksperymentu, gotując sobie równocześnie koniec kolejnej cywilizacji.
Co to bowiem w konsekwencji oznacza? Oznacza to, że prawa przestrzeni oddziaływują na Ziemię i Ziemian niejako „pod stopniowo zwiększającym się ciśnieniem”. Jak to wpływa na człowieka i jego organizm? Nietrudno przewidzieć, że w tych warunkach szybciej, jaskrawiej i boleśniej manifestują się różne formy rozstrojenia naszego biologiczno-duchowego wehikułu wobec praw przestrzeni.
Czyż tego nie widać?! Ba, doświadczamy tego wszyscy na własnej skórze. Stąd ten „wysiew” chorób, stąd to „przesunięcie” chorób typowych kiedyś dla starców na coraz młodszych ludzi! Na szczęście jest to i tak stosunkowo powolny proces dający nam jeszcze szansę „przepracowania” swoich problemów i osiągnięcia w porę dostrojenia. W porę — tzn. do momentu, kiedy nastąpi nagłe przyśpieszenie i „zwiększenie ciśnienia” praw przestrzeni. Takiego kosmicznego testu wielu może nie przeżyć. Wszystko zależeć będzie od stopnia dostrojenia naszego duchowo-biologicznego organizmu do praw przestrzeni. Takie zresztą zjawiska miały już wielokrotnie miejsce na Ziemi — wtedy to ginęły całe cywilizacje. Niemniej jednak zawsze jakiś mały ich procent przeżywał (ten w miarę dostrojony) i stawał się zaczątkiem kolejnej cywilizacji.
Dla indywidualnego ziemskiego człowieka jest to surowy test uniwersalnej dojrzałości. Jest to zarazem surowy test dla mniejszych i większych społeczności — rodów, narodów itd., istnieje, bowiem odpowiedzialność indywidualna i zbiorowa. Ziemia zaś wraca do kosmicznej rodziny jako równoprawny jej członek — z wszelkimi prawami i obowiązkami. Zmieniają się zatem — i to bardzo istotnie — fizyczno-duchowe warunki biosfery Ziemi — naszego środowiska życia.
Nie ulega wątpliwości, że nasz czas (czas naszej cywilizacji) się kurczy, dlatego należy szybko i rzetelnie „przepracowywać” sygnały swojego rozstrojenia (dolegliwości i choroby), a tym bardziej należy zastanowić się nad modnym i powszechnym dziś tzw. objawowym leczeniem, czyli tłumieniem tych sygnałów i prób samodostrojenia się organizmu. Niestety w ten sposób tracimy cenny czas, rozstrajanie bowiem bez stosownej korekcji postępuje nieubłaganie i jego niezauważanie nie świadczy o mądrości.
Wielokrotnie powtarzamy w naszym nauczaniu, że Energia Przestrzeni cechuje się UNIWERSALNĄ MIŁOŚCIĄ (opartą na zasadach) i INTELIGENCJĄ. Ich przejawem jest chociażby nasze zrozumienie sytuacji. Ich przejawem i dawaniem szansy są nowe systemy przyczynowego diagnozowania i nowe techniki przyczynowego leczenia (dostrajania).
A teraz czas na kilka niezbędnych refleksji…
Otóż rodzimy się na Ziemi wyposażeni w indywidualne ciała będące w dużym uproszczeniu wypadkową historii rodowej naszych przodków oraz stanu energoinformacyjnego przestrzeni w okresie „konstruowania” organizmu. To czyni nasze ciała niepowtarzalnymi, a jednocześnie ten inteligentny proces konstruowania ciała „wyposaża” nas (chciałoby się powiedzieć: niestety!) w określone skłonności predysponujące do przeżycia niezbędnych doświadczeń przez dysponującego ciałem ludzkiego ducha.
A że i duch duchowi nierówny — stąd ta niepowtarzalność ludzkich istnień, doświadczeń, dolegliwości i chorób, z którymi borykamy się w procesie ziemskiego życia będącego — nigdy dość przypominać — szkołą właściwego rozumienia wolnej woli w kontekście uniwersalnych praw i prawd. Bezcelowe jest zatem i wielce nieobiektywne porównywanie siebie, swoich doświadczeń (w tym również i chorób) z kimkolwiek! Każdy jest bowiem niepowtarzalną indywidualnością i należy go indywidualnie korygować i dostrajać. Aczkolwiek prawdą jest też, że podobieństwa jednostek chorobowych wynikają z pewnego podobieństwa problemów duchowych chorujących na nie ludzi. Są to, co prawda bardzo „grube” podobieństwa, mające jednak czasami praktyczne znaczenie w procesie leczenia — dostrajania.
Warto też w rozdziale traktującym o przesłaniu choroby (a nawet o szansie, jaką ona niesie) zwrócić uwagę na pewien istotny fakt — a mianowicie, że wola i rozum człowieka są — w kontekście praw uniwersalnych - nienaruszalne!
Tego bowiem bezwzględnie wymaga PRAWO NIEINGERENCJI!
Znaczy to, że nie możemy pomóc człowiekowi bez jego osobistej woli i zgody, a nawet prośby o pomoc (wyjątek stanowią dzieci, za które do pewnego czasu decydują rodzice)! Choroba to bowiem „wybór” danej jednostki, wybór, do którego się ona świadomie zwykle nie przyznaje, bo nie pojmuje, że to jej podświadomy umysł pozostający w rezonansie z Wyższym Rozumem sprowadza określoną chorobę jako doświadczenie niezbędne w jej rozwoju i drodze ku uniwersalnej dojrzałości. Chory powinien zatem ten wybór zaakceptować i określone doświadczenie (chorobę) „przepracować”, starając się również świadomie zrozumieć co ono oznacza i czego ma go nauczyć. Inaczej chorowaniu nie będzie końca.
Koncentracja zaś na pozbyciu się czy złagodzeniu dolegliwości i objawów to duże nieporozumienie oraz duża strata czasu i zdrowia. Chorujemy bowiem na Pra-Zasadę i dopóki jej nie „przepracujemy”, nie dostroimy się do niej — choroba będzie postępować dalej. A próba „przechytrzenia” tj. ciągłe tłumienie objawów i reakcji organizmu będących próbą samodostrojenia się — spowoduje, że choroba albo objawi się w innej formie (bardziej dokuczliwej, poważnej i ostrzegającej), albo wręcz w formie eliminującej daną egzystencję jako niespójną z celem jej pobytu na Ziemi (bezcelową). Te uniwersalne prawa i zasady określają też rolę lekarza przyszłości (i to już niedalekiej). To wielkie wyzwanie dla lekarskiej społeczności! Czy mu sprosta?! To bowiem w dużym stopniu i kapłańska rola. Dzięki temu można pomóc chorym zrozumieć i w miarę optymalnie „odrobić” swoje lekcje, a tym samym w miarę łagodnie przejść przez proces dostrajania, który jest przecież wielopoziomową transformacją biologiczno-duchowego kompleksu jakim jest człowiek. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że zgodnie z kosmicznym PRAWEM PRZYCZYNY I SKUTKU oraz PRAWEM NIEINGERENCJI jak i PRAWEM POKORY nikt i nic nie zastąpi woli chorego i nie wyręczy go w „odrobieniu” swoich niezbędnych lekcji.
To chory musi podjąć świadomy wysiłek, by zmienić swój stosunek do rzeczy, warunków i bliźnich.
Jeżeli jednak chory odrzuca możliwość przemiany duchowej i nie zmienia swojej postawy, dopóki jest w nim nienawiść, zła wola, niesprawiedliwość, zazdrość i dopóki w jego wnętrzu jest cokolwiek, co kłóci się z cierpliwością, wytrwałością, miłością braterską, uprzejmością, życzliwością itp. — wyleczenie ciała nie będzie możliwe nawet z pomocą nowoczesnych technik. Jeśli jednak nastąpi zmiana w jego umyśle i postawie, jeśli da on wyraz tej zmianie w mowie i działaniu i równocześnie zastosuje odpowiednie techniki — nastąpi poprawa, a następnie wyleczenie.
Inteligentne technologie wymagają bowiem inteligentnej „współpracy” ze strony chorego.
W takich dopiero warunkach można skrócić do minimum czas „odrabiania” naszych niezbędnych lekcji i uczynić je przyjemniejszymi. W takich dopiero warunkach można „wykorzystać szansę, jaką daje choroba”!
Mówiąc zatem „naszym językiem” — choroby i dolegliwości ustępują w miarę postępów w procesie dostrajania do praw uniwersalnych.
I tak oto nowoczesna medycyna biologiczna staje się obszarem syntezy religii i nauki. Ukazuje bowiem, że świat moralny podlega prawom zależności przyczynowo-skutkowej równie ścisłym jak te, które rządzą światem fizycznym. Tłumaczy, że cierpienie ludzkie nie jest skutkiem materialistycznie pojmowanego nieszczęśliwego przypadku, ale raczej wynika z błędów w postępowaniu i myśleniu. Dowodzi, że ból i wszystkie upośledzenia mają cel wychowawczy, że kalectwo i choroby mają źródło moralne, a wszystkie ludzkie cierpienia są lekcjami w długo trwającej szkole mądrości i doskonałości.
W ten też sposób zostaje również osiągnięta niezwykle potrzebna synteza dwóch postaw, introwertywnej i ekstrawertywnej, charakteryzujących odpowiednio Wschód i Zachód.
PRZESŁANIE TZW. NIEULECZALNYCH CHORÓB
Mam nadzieję, że przeczytali Państwo poprzedni rozdział traktujący o uniwersalnym przesłaniu choroby. Jeśli nie, to proszę to zrobić, jako, że ten rozdział jest kontynuacją poprzedniego.
Ponieważ jednak znaczny procent współczesnych pacjentów zalicza się do grupy osób chorych nieuleczalnie — stąd potrzeba zwrócenia się bezpośrednio do nich.
Co zatem można powiedzieć tym ludziom? To, że wszystko, co dotyczy uniwersalnego przesłania choroby, dotyczy również ich, a nawet — chciałoby się powiedzieć — głównie ich!
Siły każdej choroby — ciągle to przypominamy — działają zawsze w określonym duchowym celu. Kiedy zaś ten duchowy cel zostanie osiągnięty tzn. kiedy chory „nauczy się” lekcji dostarczanej przez przeżycia związane z jego chorobą, wtedy dalsze doświadczanie tej choroby staje się bezcelowe i następuje poprawa bądź wyleczenie (albo następuje przyspieszenie wcieleń i „stare” ciało fizyczne umiera, szczególnie gdy proces degeneracji był daleko posunięty; jednak duch udaje się na wyższy w nagrodę za wyuczoną lekcję). Taki przełom może nastąpić w każdym momencie — wszystko zależy od odrobienia duchowej lekcji, czyli osiągnięcia dostrojenia do określonej uniwersalnej Zasady.
Zgodnie z powyższym program terapii powinien mieć kierunek duchowo-biologiczny, a umysł powinien aktywnie działać w kierunku przeprowadzenia koniecznego procesu edukacyjnego.
Nadzieja na wyzdrowienie istnieje zatem tylko pod warunkiem, że człowiek zmieni swą świadomość i duchowe cele życiowe!
Z takim pacjentem, który usiłuje przejść przez to, co stało się zasadniczą częścią jego całego życiowego doświadczenia (bo tak należy określić doświadczanie poważnej choroby) i lekarz, i rodzina, i otoczenie muszą postępować bardzo cierpliwie. Wtedy i tylko wtedy staje się to konstruktywnym, a nawet fascynującym doświadczeniem dla wszystkich osób biorących udział w tym procesie. Nie podlega przecież dyskusji fakt, że poważnie chory w rodzinie to problem i „choroba” całej rodziny oraz poważne życiowe i moralne wyzwanie. Nic zresztą dziwnego — choroby mają przecież działanie wychowawcze, dyscyplinujące i karzące. Dotyczy to również najbliższego otoczenia chorego, które zwykle miało „swój udział” w zaistnieniu choroby bliskiej osoby. Najczęściej bowiem przyczyną poważnych chorób są „chore” relacje międzyludzkie.
Szczególnie „karzące i wychowawcze” dla najbliższego otoczenia, zwłaszcza rodziców, jest pojawienie się w rodzinie ciężko chorego dziecka. Jest to przesłanie dość zdecydowanie adresowane właśnie do rodziców. I wydaje się, że skuteczność terapii dziecka w dużym stopniu zależy od równoczesnej duchowej terapii rodziców.
Wszystko zatem wskazuje na to, że w naszej epoce zagubienia i moralnego bankructwa — poważnych chorób i chorych będzie coraz więcej, zwłaszcza na nowotwory. Rodzaj ludzki jest bowiem duchowo niedojrzały i w związku z tym jego przedstawiciele muszą spodziewać się niezbyt przyjemnych „chorobowych lekcji wychowawczych”. Rozumne istoty ludzkie muszą mieć bowiem rozumne moralne podstawy życiowe! Tym bardziej, że ortodoksyjne dogmaty kościołów nie są już do przyjęcia dla wielu krytycznych umysłów. Tradycyjne świętości i ideały rozsypały się, a nie powstały żadne nowe naukowe pojęcia i koncepcje, które mogłyby zająć ich miejsce. Najbliższy zaś nam tzw. świat chrześcijański ciągle tkwi w przekonaniu, które w znacznym stopniu przenosi ciężar odpowiedzialności z dziedziny postępowania na dziedzinę bezkrytycznej wiary. Tymczasem zasadnicze znaczenie — nigdy tego dość przypominać — dla pozytywnego rozwoju indywidualnego ducha i zdrowia ciała, którym on dysponuje mają uczynki (pojmowane jako określone działanie, jako postępowanie, jako formy myślowe, życzenia), co staje się uderzająco widoczne, kiedy przystępujemy do badania przesłania choroby. Dlatego ta wiedza winna stanowić pokrzepienie i lekarstwo na znużenie, jakie ogarnęło wyznawców istniejących religii oraz rzesze coraz bardziej bezradnych chorych i zajmujących się nimi lekarzy i psychologów.
Ten ponury wykład o pedagogicznych aspektach choroby i chorowania nie powinien jednak przygnębiać tych, którzy robią użytek ze swojego umysłu. A wprost przeciwnie, powinien on dawać nadzieję, optymizm i spowodować odnowienie czystej religijnej wiary opartej na zaufaniu do kosmicznej sprawiedliwości, leżącej u podstaw wszystkich spraw ludzkich.
Zrozumienie tego powinno być zarazem ostrzeżeniem dla osób, którym wydaje się, że zniknęły wszystkie powody/potrzeby moralnego postępowania, od kiedy to „nauka” zdemaskowała „religię” i w wyniku tego ludzkie postępowanie może być wolne, swobodne i nieskrępowane ograniczeniami narzucanymi przez kościoły. Nic bardziej błędnego. Wręcz na odwrót! W warunkach nasilonego oddziaływania moralno-fizycznych praw przestrzeni wszystkie fałszywe i pozorne postawy (jako sprzeczne z prawami przestrzeni) będą „demaskowane” i „korygowane” w postaci wręcz wysiewu coraz bardziej poważnych chorób. Ten proces jest już zresztą widoczny.
Na szczęście inteligentny Kosmos daje wyjście. Jest nim jednak tylko i wyłącznie konstruktywne zrozumienie przesłania choroby polegające na uczciwym uświadomieniu sobie przez chorego zobowiązań z przeszłości (dotyczy to również przeszłych zobowiązaniami wobec samego siebie). Jeżeli nie chcąc krzywdzić innych, krzywdziłeś samego siebie – to i sobie masz coś do wybaczenia (no i potrzeba poprawy!) Jeżeli krzywdziłeś innych musisz wyrazić szczerą wolę zadośćuczynienia i wreszcie ustalić tę szczególną cechę, której brak (a może właśnie nadmiar?) doprowadził do powstania choroby.
Apeluję zatem do tych, którzy nie mogą się pogodzić z zaistnieniem w ich osobistym doświadczeniu (ewentualnie ich najbliższych) jakiejś poważnej choroby. Nie miejcie pretensji do nikogo, nikogo nie oskarżajcie, ale konstruktywnie starajcie się zrozumieć, że prawa uniwersalne w polu oddziaływania, których żyjemy — działają zawsze zgodnie z prawem duchowego zamierzenia, z którego wynika, że nieszczęście spotyka jedynie tych, którzy na nie „zapracowali”. Choroba nie jest karą, lecz zwróceniem uwagi, że gdzieś istnieje dysonans między tym, co jest, a tym, co być powinno. To jak drogowskaz, który mówi, że nie tędy droga. To nie jest kara! Kosmos nie karze, on tylko pozwala ponosić konsekwencje własnych wyborów!
Trzeba to z pokorą przyjąć i starać się zdać ten egzamin.
Momentem zwrotnym w indywidualnym zrozumieniu przesłania ciężkiej choroby może być uczciwe zastanowienie się i uczciwe odpowiedzenie sobie na pytanie: dlaczego pragnę zostać uleczony? (Ha! Dlaczego nie zapytać, dlaczego zachorowałem? Wtedy odpowiedź może przyjść szybciej. Np.: zachorowałem, bo jeździłem wszędzie samochodem, a dlaczego tak robiłem? — bo jestem leniwy i nie lubię wysiłku fizycznego. I już mamy pierwsze trafienie – brak szacunku dla własnej fizyczności – dysonans).
A więc – dlaczego chcę wyzdrowieć?
- Żeby móc tylko zaspokajać własne fizyczne zachcianki?
- Żeby móc dalej rozwijać egoizm?
- Żeby dalej żyć bez godnego celu?
- Żeby dalej nie zauważać potrzeby duchowego rozwoju?
- Żeby dalej móc „wtrącać się” do życia innych i ich „uszczęśliwiać” według swojego mniemania?
W takim razie, z kosmicznego punktu widzenia, dalsze Wasze życie na Ziemi nie ma sensu! Jeśli zaś naprawdę chcecie dalej żyć — to Wy sami musicie przekonać Inteligentny Kosmos, że dalsze Wasze życie na Ziemi ma jednak sens i cel!
W przypadku poważnej choroby jest tylko jedno jedyne wyjście: musi nastąpić poważna zmiana w sercu, w umyśle, w postawie, w celach!
Proszę nie przyjmować tych słów jako oskarżenia. Jesteśmy Waszymi przyjaciółmi i pracując z Waszym cierpieniem sami najwidoczniej przepracowujemy nasze własne duchowe problemy, tak jak to winni robić i Wasi najbliżsi.
Jaka jest więc rola i znaczenie procesu dostrajania w przypadku ciężkich i bardzo ciężkich chorób?
Otóż istnieje pewien ważny biologiczny i psychologiczny czynnik, a mianowicie — żeby sprostać ciężkiej chorobie potrzebna jest siła. Chory musi otrzymać szansę rozwinięcia pewnych zdolności do walki, gdyż inaczej obciążenie chorobą może być tak przytłaczające, że jego skutkiem będzie tylko unicestwienie, a nie rozwój i transformacja. Taki chory musi zatem otrzymać nadzwyczajne wsparcie.
W przypadku ciężkiej choroby w rodzinie niezwykle pożądane jest, żeby w procesie dostrajania brał udział nie tylko chory, ale żeby niejako równocześnie niezbędnej indywidualnej korekcji poddało się również najbliższe jego otoczenie. Dopiero takie działanie rokuje optymalnie zarówno dla chorego, jak i jego najbliższych. Choremu pomoże to skoncentrować się na zrozumieniu i „przepracowaniu” przesłania swojej choroby. Zaś jego najbliższym pozwoli poprawić swoje zdrowie (z reguły zagrożone i osłabione „przeżywaniem” choroby kogoś bliskiego) oraz „nauczy” ich jak obiektywnie i mądrze postępować z chorym. Wszystkim zaś — pomoże to uzdrowić relacje rodzinne i partnerskie. Taka właśnie postawa najbliższych jest dowodem ich miłości do chorego oraz wyrazem ich szacunku i pokory wobec UNIWERSALNYCH PRAW ŻYCIA.
I tak oto właśnie na polu nowoczesnej medycyny biologicznej dokonuje się synteza tego, co przez wieki istniało rozdzielnie — synteza religii i nauki (które — proszę nie zapominać — kiedyś stanowiły jedność)!


Wpisy (RSS)