Uniwersalne przesłanie choroby

Autor: dr Wła­dy­sław S. Rybicki

Życie bez cho­rób to odwieczne marze­nie ludz­ko­ści. Tym­cza­sem wydaje się, że towa­rzy­szyły one czło­wie­kowi od zara­nia jego dzie­jów. Czy zatem zaist­niał jakiś błąd w sztuce i dziele stwo­rze­nia czło­wieka, czy to celowe dzia­ła­nie? Ani jedno ani dru­gie! Odpo­wiedź zawiera się w takim oto stwier­dze­niu, które dalej będziemy roz­wi­jać i uzasadniać:

Czło­wiek jest biologiczno-​duchowym wehi­ku­łem, gdzie ciało pełni rolę bio­lo­gicz­nego sygna­li­za­tora jego ducho­wych pro­ble­mów, a wła­ściwe roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów zdro­wot­ny­chi ich duchowych prze­słań służy dostra­ja­niu tego wehi­kułu (zwłasz­cza czę­ści ducho­wej) do UNIWERSALNYCH PRAW ŻYCIA, które są PRAWAMI PRZESTRZENI. Prawa te ludz­kość musi poznać, obo­wią­zują one, bowiem całą kosmiczną spo­łecz­ność — jak­kol­wiek ją rozumiemy.

Zgod­nie z funk­cjo­nu­ją­cym w zna­nym nam Kosmo­sie „pra­wem pary” ist­nieją dwa — wza­jem­nie się uzu­peł­nia­jące — zestawy praw uni­wer­sal­nych (Pra-​Cech, Pra-​Zasad) mają­cych dla czło­wieka wyraź­ny bio­lo­giczny impe­ra­tyw. Są to:

I. Cechy uni­wer­sal­nej osobowości:

II. Prawa uniwersalne:

1. Miłość 1. Prawo hierarchii
2. Radość 2. Prawo tworzenia
3. Pokój 3. Prawo umiarkowania
4. Cier­pli­wość 4. Prawo koniecz­no­ści rozwoju
5. Życz­li­wość 5. Prawo odwzorowania
6. Dobroć 6. Prawo zgodności
7. Wiara 7. Prawo tolerancji
8. Łagod­ność 8. Prawo pokory
9. Pano­wa­nie nad sobą 9. Prawo opieki i ochrony
10. Prawo przy­czyny i skutku
11. Prawo odbicia
12. Prawo nieingerencji

Cza­sami — nie­jako zamien­nie — posłu­gu­jemy się ter­mi­nami: PRAWA UNIWERSALNE bądź PRAWA PRZESTRZENI. W prak­tyce ter­miny te ozna­czają to samo.

W Prze­strzeni prawa te mają wymiar duchowo-​energetyczny, a zatem nie­jako fizycz­nie „wymu­sza­jący” ich respektowanie.

A co z Zie­mią i czło­wie­kiem oraz ich rela­cjami z Prze­strze­nią i jej prawami?

Otóż czło­wiek to duchowa istota obda­rzona umy­słem i cia­łem nie­zbęd­nym do życia na Ziemi. Ciało, bowiem to bio­lo­giczna struk­tura naj­le­piej przy­sto­so­wana i naj­peł­niej zdolna tu wła­śnie funk­cjo­no­wać. W tej to struk­tu­rze została zde­po­no­wana potężna infor­ma­cja o wszech­świe­cie w postaci tzw. pamięci komór­ko­wej. Ta zaś infor­ma­cja winna w pełni rezo­no­wać z infor­ma­cją, którą nie­sie prze­strzeń zgod­nie z PRAWEM ODWZOROWANIA — „jak na górze tak i na dole”. Wszelki dyso­nans mię­dzy nimi to rozstrojenie.

Podob­nie zago­spo­da­ro­wana jest „prze­strzeń” pomię­dzy makro­an­teną — krę­go­słu­pem a mikro­an­te­nami — spi­ra­lami DNA. Co zaś znaj­duje się w „prze­strzeni” mię­dzy tymi rezo­nu­ją­cymi ze sobą sys­te­mami anten? — Rów­nież człowiek!

Te dwie oko­licz­no­ści wyja­śniają i uza­sad­niają zara­zem kosmiczny cel zaist­nie­nia Ziemi i czło­wieka. Otóż Zie­mia miała (i ma) peł­nić rolę kosmicz­nej biblio­teki, w któ­rej zde­po­no­wana została w skon­den­so­wa­nej for­mie cała infor­ma­cja o Wszech­świe­cie. Czło­wiek zaś miał (i ma) peł­nić rolę żywej i świa­do­mej „karty biblio­tecz­nej” dają­cej dostęp do okre­ślo­nych dzia­łów tej biblio­teki (w zależ­no­ści od stop­nia i rodzaju swo­jego dostro­je­nia), strze­gąc jed­no­cze­śnie dostępu do niej przed po­tencjalnymi kosmicz­nymi intru­zami. Te cele się nie zmie­niły — ule­gły tylko nieco prze­su­nię­ciu w cza­sie. Na jak długo? Na czas roz­strzy­gnię­cia pew­nych kwe­stii — kwe­stii wol­nej woli w kon­tek­ście praw uni­wer­sal­nych.

To wła­śnie ta nie­by­wała rola Ziemi i czło­wieka uza­sad­nia suro­wość spo­sobu prze­pro­wa­dza­nia pro­cesu ich dostra­ja­nia do swych kosmicz­nych ról.

Czło­wiek jest, zatem zło­żoną istotą, a jego ciało jest zna­ko­mi­tym i nie­za­stą­pio­nym narzę­dziem, zdol­nym odczu­wać i prze­ży­wać peł­nię ziem­skiego (i w dużym zakre­sie kosmicz­nego) życia, a jed­no­cze­śnie jest to wehi­kuł, w któ­rym żyje nasz duch i który dzięki ciału ma moż­li­wość przy­śpie­szo­nego roz­woju. Dla­czego przy­śpie­szo­nego? Albo­wiem mate­rialne ciało funk­cjo­nu­jąc w „cięż­kich” wibra­cjach Ziemi sygna­li­zuje i to dość bru­tal­nie, (bo w fizyczny, bole­sny i dokucz­liwy spo­sób) pro­blemy naszego ducha i naszych sub­tel­nych ener­ge­tycz­nych i ete­rycz­nych ciał.

Żyjemy, bowiem na Ziemi w okre­sie prze­pro­wa­dza­nia na niej ekspery­mentu wol­nej woli, gdzie wszystko, czyli każde postę­po­wa­nie jest dozwo­lone, a jed­no­cze­śnie żyjemy w prze­strzeni z jej fizyczno-​duchowymi pra­wami, któ­rych nie­zna­jo­mość i łama­nie są karalne. Jak zatem je poznać i jak nauczyć się je respek­to­wać — wszak prawa prze­strzeni to uni­wer­salny kodeks życia obo­wią­zu­jący we wszech­świe­cie?! Temu wła­śnie aktu­al­nie służy życie na Ziemi. Dzięki takiej, bowiem, a nie innej kon­struk­cji ciała mamy wyjąt­kową moż­li­wość poznać i doświad­czyć, czym są prawa uni­wer­salne i dla­czego oraz jak należy je respek­to­wać! To wła­śnie tu na Ziemi odbywa się przy­śpie­szony kurs nauki praw uni­wer­sal­nych, to tu możemy zdać egza­min uni­wer­sal­nej doj­rza­ło­ści, który to z kolei jest prze­pustką do dal­szego życia. Jest to moż­liwe tylko dzięki temu, że zna­ko­mite narzę­dzie, jakim jest ludz­kie ciało pre­cy­zyj­nie sygna­li­zuje poprzez fizyczne i psy­chiczne cho­roby oraz dole­gli­wo­ści rodzaj i sto­pień naszego roz­stro­je­nia w sto­sunku do uni­wer­sal­nych praw prze­strzeni (i ich „odpo­wied­ni­ków” zde­po­no­wa­nych w tzw. pamięci komór­ko­wej). Musimy, zatem — i to z wdzięcz­no­ścią i pokorą — te sygnały, które odczu­wamy jako bóle i inne dole­gli­wo­ści „prze­ana­li­zo­wać i prze­pra­co­wać” zgod­niekie­runkiem wska­zy­wa­nym przez reak­cje ciała. Są to, bowiem nie­zbędne in­dywidualne lek­cje na naszej dro­dze koniecz­nego roz­woju (jest to jedno z uni­wer­sal­nych praw).

Ciało i prze­strzeń to spra­wie­dliwi i doświad­czeni nauczy­ciele, któ­rych nie da się oszu­kać! Zatem swoje indy­wi­du­alne lek­cje trzeba odro­bić! Wtedy dopiero ustą­pią dole­gli­wo­ści i cho­roby. Dzia­ła­nie obja­wowe cza­sami może mieć miej­sce, ale cią­głe tłu­mie­nie i blo­ko­wa­nie sygna­łów orga­ni­zmu (dole­gli­wo­ści) infor­mu­ją­cych nas o zasad­ni­czych nie­do­stat­kach naszego ducha jest jed­nak dzia­ła­niem prze­ciw­nym celo­wo­ści i prze­zna­cze­niu ziem­skiego życia. Dla­tego dosta­tecz­nie długo sto­so­wane pro­wa­dzi do destruk­cji i eli­mi­na­cji jed­nostki ludzkiej.

Celem, bowiem naszej tu egzy­sten­cji jest nauka praw uniwersalnych.

Nie można od tego uciec! To wła­śnie, dla­tego tu i teraz się znajdujemy!

Ten cel okre­śla rów­nież rolę praw­dzi­wej medy­cyny! Lepiej poj­mo­wali ją zresztą sta­ro­żytni leka­rze — kapłani. Rolą prawdziwe­go leka­rza jest pomóc pacjen­towi zro­zu­mieć, dla­czego zacho­ro­wał, jakie jest prze­sła­nie jego cho­roby i jego dole­gli­wo­ści, a następ­nie pomóc mu w miarę łagod­nie tę lek­cję (do któ­rej „odro­bie­nia” zmu­sza cho­roba) odro­bić. Zatem pro­ces cho­ro­wa­nia i pra­wi­dłowo pro­wa­dzo­nego lecze­nia to nic innego jak dostra­ja­nie danego czło­wieka jako biologiczno-​duchowego kom­pleksu do praw uni­wer­sal­nych. Ciężka cho­roba ma miej­sce tylko wtedy, kiedy noto­rycz­nie lek­ce­wa­żymy i sztucz­nie tłu­mimy różne sygnały (dole­gli­wo­ści), a uni­kamy zro­zu­mie­nia i „prze­pra­co­wa­nia” ich prze­sła­nia, jak rów­nież wtedy, kiedy po pro­stu „uni­kamy życia” i nie reali­zu­jemy się zgod­nie z posia­da­nym po­tencjałem, co jest karalne przez PRAWO KONIECZNEGO ROZWOJU. Wtedy i tylko wtedy skra­camy swoje życie, jako że dal­sze jego trwa­nie staje się bez­sen­sowne w odnie­sie­niu do celu ziem­skiego życia.

Oprócz ogól­nego celu ziem­skiego życia czło­wieka każda jed­nostka ma okre­ślony indy­wi­du­alny cel swo­jej egzy­sten­cji na Ziemi i żyje tu dopóki ten cel reali­zuje. Cho­roba jest wtedy sygna­łem zbo­cze­nia z drogi do swego celu i szansą uświa­do­mie­nia sobie, iż powrót na wła­ściwą drogę jest niezbędny.

Zatem receptą na względne zdro­wie i odpo­wied­nio dłu­gie życie jest godny CEL spój­ny z celem i sen­sem życia na Ziemi, reali­zo­wany pod warun­kiem nie nad­uży­wa­nia wol­nej woli i respek­to­wa­nia praw uniwersalnych.

Przy­znać należy, że zre­ali­zo­wa­nie tak sfor­mu­ło­wa­nej recepty jest nie lada wyzwa­niem, tym bar­dziej, że wszystko wska­zuje na to, że ten kurs przy­śpie­szo­nego naucza­nia praw uni­wer­sal­nych na Ziemi ulega w ostat­nich cza­sach znacz­nemu przy­śpie­sze­niu i skróceniu.

Inte­li­gentny Kosmos przy­cho­dzi jed­nak z pomocą — poja­wiają się nowe odkry­cia, nowe narzę­dzia, nowe tech­niki, które uła­twiają goto­wym na przej­ście tego pro­cesu jed­nost­kom ludz­kim osią­gnię­cie opty­mal­nego dostro­je­nia nie tylko w zakre­sie pozby­cia się (jako już odro­bio­nej lek­cji) okre­ślo­nej cho­roby, ale przy­śpie­szo­nego dal­szego roz­woju (już w wyż­szej nie­jako szkole) w kie­runku uni­wer­sal­nych jed­no­stek — peł­no­praw­nych oby­wa­teli Uni­wer­sum — choć w ludz­kiej postaci.

Zna­czy to, że kre­atyw­nym i względ­nie zdro­wym ludziom techniki dostra­ja­nia poma­gają osią­gnąć przy­spie­szony roz­wój, nie cze­ka­jąc na wymu­sza­nie go przez cho­roby i sta­rze­nie się, a wręcz z odwrot­nym skut­kiem — lep­szego zdro­wia, spo­wol­nie­nia pro­cesu sta­rze­nia i wydłu­że­nia życia.

Nic zresztą dziw­nego — inte­li­gentny Kosmos wspiera i wyna­gra­dza inte­li­gentne „współ­dzia­ła­nie”! Nie­za­leż­nie od tego zmiany zacho­dzące aktu­al­nie w prze­strzeni mają czę­sto cha­rak­ter „sko­kowy” i naj­zdrow­szy nawet orga­nizm musi wtedy uczy­nić wysi­łek adap­ta­cyjny — mani­fe­stu­jący się nie­kiedy wręcz jak cho­roba. Tech­niki dostra­ja­nia opty­ma­li­zują wtedy i znacz­nie skra­cają ten nie­zbędny pro­ces „chorowania”.

Zaj­mijmy się teraz wyja­śnie­niem wcze­śniej­szego stwier­dze­nia, że ten kurs przy­śpie­szo­nego (dodajmy i wymu­szo­nego) naucza­nia praw uni­wer­sal­nych na Ziemi ulega i ule­gać będzie w następ­nych latach jesz­cze więk­szemu przy­śpie­sze­niu i skró­ce­niu. Wyni­kają z tego, bowiem poważne kon­se­kwen­cje dla każ­dej jed­nostki ludz­kiej, która w tych cza­sach prze­bywa na Ziemi!

Żeby to zro­zu­mieć — naj­pierw nieco historii.

Otóż wspo­mnie­li­śmy już, że Zie­mia jest aktu­al­nie obsza­rem kosmicz­nego eks­pe­ry­mentu — eks­pe­ry­mentu wol­nej woli. Żeby zaś eks­pe­ry­ment mógł być reali­zo­wany obiek­tyw­nie winien być prze­pro­wa­dzany w odpo­wied­nio dobrze izo­lo­wa­nych warun­kach. To zresztą zasada każ­dego nauko­wego eks­pe­ry­mentu! Od czego zatem winien być izo­lowany eks­pe­ry­ment wol­nej woli na pla­ne­cie Zie­mia? Oczy­wi­ście, że od uni­wer­sal­nej prze­strzeni z jej uni­wer­sal­nymi pra­wami fizycz­nie wymu­sza­ją­cymi ich respek­to­wa­nie. Żeby, zatem obiek­tyw­nie, prze­pro­wa­dzić eks­pe­ry­ment wol­nej woli rozu­mia­nej jako dowol­ność postę­po­wa­nia i wyboru (czyli pra­wie że niczym nie­ogra­ni­czoną wol­ność) musiano Zie­mię w zna­czą­cym stop­niu odizo­lo­wać od wpły­wów szybko egze­kwu­ją­cej respek­to­wa­nie uni­wer­sal­nych praw (i ogra­ni­cza­ją­cej dosłow­nie rozu­mianą wolną wolę) — prze­strzeni. Temu zapewne słu­żyły takie struk­tury jak bal­da­chim wodny wokół Ziemi („spadł” w po­topie), war­stwa ozonu i ener­ge­tyczne pier­ście­nie wokół Ziemi. Ina­czej — w warun­kach nie izo­lo­wa­nej prze­strzeni — ludzie szyb­ciej by się wyeli­mi­no­wali niż doświad­czyli życia z dosłow­nie rozu­mianą wolną wolą. W warun­kach zaś izo­la­cji rela­cje mię­dzy postę­po­wa­niem czło­wieka nie­zgod­nym z pra­wami uni­wer­sal­nymi a fizycz­nymi (zdrowot­nymi) kon­se­kwen­cjami sygna­li­zu­ją­cego ten dyso­nans ciała (roz­stro­je­nie) ule­gły znacz­nemu opóź­nie­niu. I to tak znacz­nemu, że ogół ludzi (w tym i leka­rzy i duchow­nych róż­nych reli­gii) nawet nie domy­śla się głów­nej przy­czyny cho­rób — ducho­wego roz­stro­je­nia wobec praw uni­wer­sal­nych w warun­kach prze­by­wa­nia w stre­fie wol­nej woli oraz byto­wa­nia w struk­tu­rach biologicznych.

Żeby jed­nak wszech­obec­nemu w naszym życiu i prze­strzeni „prawu pary” stało się zadość, ist­nieć musi jesz­cze jedno wyja­śnie­nie spo­sobu prze­pro­wa­dze­nia tego eks­pe­ry­mentu wol­nej woli. W związku z tym rację mogą mieć rów­nież i ci bada­cze, któ­rzy twier­dzą, że Zie­mia i Układ Sło­neczny w swoim bez­u­stan­nym prze­miesz­cza­niu się w Prze­strzeni długo znaj­do­wały się w tzw. mate­rial­nej pół­kuli Wszech­świata, gdzie „grube” wibra­cje nie reagują zbyt szybko na sub­telne duchowe wibra­cje, dopusz­cza­jąc tym samym względ­nie bez­karne łama­nie ducho­wych praw uni­wer­sal­nych. Teraz zaś Zie­mia i Układ Sło­neczny wcho­dzą w tzw. anty­ma­te­rialną pół­kulę Wszech­świata, gdzie prawa uni­wer­salne będą (co już zaczyna być odczu­walne) egze­kwo­wane przez anty­ma­te­rialne ener­gie bez­względ­nie reagu­jące na wszel­kie roz­stro­je­nie i nie­spój­ność w sto­sunku do nich.

Nie­trudno zauwa­żyć, że te dwie kon­cep­cje (w myśl zresztą „prawa pary”) wcale sobie nie prze­czą, a wręcz się uzupełniają.

Jest rów­nież wielce praw­do­po­dobne, że te dwie kon­cep­cje — warianty reali­zo­wane były rów­no­cze­śnie jako jeden spójny i pewny me­chanizm sku­tecz­nie „opóź­nia­jący” dzia­ła­nie praw uni­wer­sal­nych w tym PRAWA PRZYCZYNYSKUTKU, a zatem umoż­li­wia­jący pełne prze­pro­wa­dze­nie eks­pe­ry­mentu wol­nej woli na Ziemi. Pełne — bo „roz­ło­żone” na wiele ludz­kich poko­leń. Jest to zresztą kolejna zasada nauko­wego eks­pe­ry­mentu. Dla­tego rów­nież ziem­scy naukowcy bada­jąc wpływ róż­nych sub­stan­cji i zja­wisk na żywe obiekty badają ich wpływ nie tylko na rodzi­ców, ale i potomstwo.

Tak skru­pu­lat­nie prze­pro­wa­dzany eks­pe­ry­ment zro­dził jed­nak kon­se­kwen­cje poważ­nie rzu­tu­jące na pro­blem prze­sła­nia cho­roby. A miano­wicie — „winy” naszych przod­ków (rozu­miane jako aktywne prze­jawy ich roz­stro­je­nia w sto­sunku do praw uni­wer­sal­nych, czyli ich nega­tywne myśli, uczu­cia i uczynki) mając swoje powolne, ale kon­se­kwentne „prze­ło­że­nie” na bio­ge­ne­tyczne mecha­ni­zmy ich ciał prze­no­siły się na następne poko­le­nia, które dokła­dały swo­ich* „win”. Część tych „win”, która zaist­niała do momentu poczę­cia potom­stwa — w zna­cze­niu ich bio­lo­gicz­nych kon­se­kwen­cji — była (i jest) prze­no­szona wła­śnie gene­tycz­nie. Jed­nakże dalej ten dzie­dziczny wpływ zyskał swe prze­dłu­że­nie i wzmoc­nie­nie wsku­tek pro­cesu wycho­waw­czego, rodzin­nych zależ­no­ści i kon­tak­tów itd. sil­nie mode­lując duchową oso­bo­wość każ­dego człowieka.

Nie­za­leż­nie od gene­tyki istot­nym obsza­rem dzie­dzi­cze­nia zwłasz­cza „ducha rasy, rodu” itp. jest krew. Stąd też ter­min — krewni. Ten dziwny płyn jest wpraw­dzie coraz lepiej pozna­wany przez współ­cze­sną naukę, ale tylko na pozio­mie bio­che­micz­nym. A co z pozio­mem ener­go­in­for­ma­cyj­nym? Otóż krew posiada „pamięć”, jako że jej bazą jest woda — ten naj­waż­niej­szy nośnik infor­ma­cji na pla­ne­cie Ziemia.

Stąd tak ważne zna­cze­nie dla orga­ni­zmu czło­wieka skła­da­ją­cego się w 80% z wody ma praca nad jego płynną sferą. W cho­rym orga­ni­zmie woda jest nośni­kiem „cho­rej” infor­ma­cji. Trzeba ją zatem „prze­ko­do­wać” — ina­czej nikt się nie wyleczy.

Te wszyst­kie dygre­sje i roz­wa­ża­nia winny nas dopro­wa­dzić do smut­nej, ale nie­zbęd­nej reflek­sji, a mia­no­wi­cie – pono­simy kon­se­kwen­cje postę­po­wa­nia nie tylko swo­jego, ale i naszych przod­ków (któ­rzy prze­cież są czę­ścią nas). Ich „winy” odbi­jają się na naszym życiu i zdro­wiu! Powinno nam to rów­nież uzmy­sło­wić „nasz udział” w losie naszego potom­stwa. Ale co z naszymi przod­kami i ich „wina­mi”? Otóż roz­wa­ża­jąc prze­sła­nie swo­jej cho­roby nie należy zapo­minać o swo­ich przod­kach (nawet nie­zna­nych). Należy im wyba­czyć i pro­sić o wyba­cze­nie ofiary ich złego postę­po­wa­nia. Jest to nad­zwy­czaj ważne, bowiem w polu mor­fo­ge­ne­tycz­nym Ziemi zapi­suje się każdy czyn — i dobry, i zły. Ten zły zneu­tra­li­zo­wać może tylko zadość­uczy­nie­nie! To nic, że oni nie żyją (i nasi przod­ko­wie, i ich ofiary). W prze­strzeni czas nie ist­nieje — ist­nieje wieczne „teraz”!

Tak więc histo­ria ludz­ko­ści to jedna wielka i obiek­tywna odpo­wiedź na to, czym jest nieznajomość

i lek­ce­wa­że­nie praw uni­wer­sal­nych, czym jest niczym nie­ogra­ni­czona wolna wola. To bole­sna histo­ria, ale widocz­nie nie­zbędna dla spra­wie­dli­wego przy­szłego funk­cjo­no­wa­nia Wszech­świata. Ta histo­ria to kosmiczna lek­cja poglą­dowa dla ludzi w roli uczniów, ale i zapewne dla jesz­cze więk­szej liczby kosmicz­nych obser­wa­to­rów. Ta lek­cja poka­zała i poka­zuje dalej, czym jest nie­zna­jo­mość i nie­re­spek­to­wa­nie praw uni­wer­sal­nych — kosmicz­nego kodeksu usta­la­ją­cego zasady współ­ży­cia jed­no­stek i spo­łe­czeństw obda­rzo­nych wolną wolą. Doty­czy to zapewne rów­nież spo­łe­czeństw pozaziemskich.

Lek­cja ta na szczę­ście już się koń­czy, dostar­czyła bowiem wystar­cza­ją­cych argu­men­tów wszyst­kim rozum­nym isto­tom i hie­rar­chiom, czym jest — nigdy zadość o tym mówić — nie­zna­jo­mość i nie­re­spek­to­wa­nie praw uniwersalnych.

To bar­dzo ważny czyn­nik, że żyjemy na Ziemi w okre­sie fina­li­zo­wa­nia tej lek­cji i pod­su­mo­wy­wa­nia wnio­sków. Zna­czy to bowiem, że dal­szy eks­pe­ry­ment nie ma sensu, ponie­waż speł­nił swoją rolę i nie ma potrzeby go prze­dłu­żać. Dla­tego według jed­nej kon­cep­cji — stop­niowo redu­kuje się bądź likwi­duje izo­lu­jące osłony jako już nie­po­trzebne, a według dru­giej — wcho­dzimy pod coraz sil­niej­szy wpływ ener­gii anty­ma­te­rial­nych, co ozna­cza dokład­nie to samo. Potwier­dzają to zresztą liczne astro­fi­zyczne obser­wa­cje i pomiary — zanika war­stwa ozonu, słab­nie ziem­skie pole magne­tyczne, poja­wiają się w ukła­dzie sło­necz­nym nie­znane ciała wiel­ko­ści pla­net oraz ogromne komety „łamiące” swoim oddzia­ły­wa­niem ziem­skie zasłony.

Warto zauwa­żyć, że rów­nież nie­wąt­pli­wie nega­tywny wpływ współ­cze­snego czło­wieka na Zie­mię (cho­ciażby tylko jego prze­my­sło­wej dzia­łal­no­ści) i jej oto­cze­nie pozo­staje „dziw­nie” spójny w swo­ich konse­kwencjach z tymi kosmicz­nymi pro­ce­sami. Ludz­kość zatem nie­jako nie­chcący „pomaga” w zakoń­cze­niu tego eks­pe­ry­mentu, gotu­jąc sobie rów­no­cze­śnie koniec kolej­nej cywilizacji.

Co to bowiem w kon­se­kwen­cji ozna­cza? Ozna­cza to, że prawa prze­strzeni oddzia­ły­wują na Zie­mię i Zie­mian nie­jako „pod stop­niowo zwięk­sza­ją­cym się ciśnie­niem”. Jak to wpływa na czło­wieka i jego orga­nizm? Nie­trudno prze­wi­dzieć, że w tych warun­kach szyb­ciej, jaskra­wiej i bole­śniej mani­fe­stują się różne formy roz­stro­je­nia naszego biologiczno-​duchowego wehi­kułu wobec praw przestrzeni.

Czyż tego nie widać?! Ba, doświad­czamy tego wszy­scy na wła­snej skó­rze. Stąd ten „wysiew” cho­rób, stąd to „prze­su­nię­cie” cho­rób typo­wych kie­dyś dla star­ców na coraz młod­szych ludzi! Na szczę­ście jest to i tak sto­sun­kowo powolny pro­ces dający nam jesz­cze szansę „prze­pra­co­wa­nia” swo­ich pro­ble­mów i osią­gnię­cia w porę dostro­je­nia. W porę — tzn. do momentu, kiedy nastąpi nagłe przy­śpie­sze­nie i „zwięk­sze­nie ciśnie­nia” praw prze­strzeni. Takiego kosmicz­nego testu wielu może nie prze­żyć. Wszystko zale­żeć będzie od stop­nia dostro­je­nia naszego duchowo-​biologicznego orga­ni­zmu do praw prze­strzeni. Takie zresztą zja­wi­ska miały już wie­lo­krot­nie miej­sce na Ziemi — wtedy to ginęły całe cywi­li­za­cje. Nie­mniej jed­nak zawsze jakiś mały ich pro­cent prze­ży­wał (ten w miarę dostro­jony) i sta­wał się zacząt­kiem kolej­nej cywilizacji.

Dla indy­wi­du­al­nego ziem­skiego czło­wieka jest to surowy test uni­wer­sal­nej doj­rza­ło­ści. Jest to zara­zem surowy test dla mniej­szych i więk­szych spo­łecz­no­ści — rodów, naro­dów itd., ist­nieje, bowiem odpo­wie­dzial­ność indy­wi­du­alna i zbio­rowa. Zie­mia zaś wraca do kosmicz­nej rodziny jako rów­no­prawny jej czło­nek — z wszel­kimi pra­wami i obo­wiąz­kami. Zmie­niają się zatem — i to bar­dzo istot­nie — fizyczno-​duchowe warunki bios­fery Ziemi — naszego środo­wi­ska życia.

Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że nasz czas (czas naszej cywi­li­za­cji) się kur­czy, dla­tego należy szybko i rze­tel­nie „prze­pra­co­wy­wać” sygnały swo­jego roz­stro­je­nia (dole­gli­wo­ści i cho­roby), a tym bar­dziej należy zasta­no­wić się nad mod­nym i powszech­nym dziś tzw. obja­wo­wym lecze­niem, czyli tłu­mie­niem tych sygna­łów i prób samo­do­stro­je­nia się orga­ni­zmu. Nie­stety w ten spo­sób tra­cimy cenny czas, roz­stra­ja­nie bowiem bez sto­sow­nej korek­cji postę­puje nie­ubła­ga­nie i jego nie­zau­wa­ża­nie nie świad­czy o mądrości.

Wie­lo­krot­nie powta­rzamy w naszym naucza­niu, że Ener­gia Prze­strzeni cechuje się UNIWERSALNĄ MIŁOŚCIĄ (opartą na zasa­dach) i INTELIGENCJĄ. Ich prze­ja­wem jest cho­ciażby nasze zro­zu­mie­nie sytu­acji. Ich prze­ja­wem i dawa­niem szansy są nowe sys­temy przy­czy­no­wego dia­gno­zo­wa­nia i nowe tech­niki przy­czy­no­wego lecze­nia (dostrajania).

A teraz czas na kilka nie­zbęd­nych refleksji…

Otóż rodzimy się na Ziemi wypo­sa­żeni w indy­wi­du­alne ciała będące w dużym uprosz­cze­niu wypad­kową histo­rii rodo­wej naszych przod­ków oraz stanu ener­go­in­for­ma­cyj­nego prze­strzeni w okre­sie „kon­stru­owa­nia” orga­ni­zmu. To czyni nasze ciała nie­po­wta­rzal­nymi, a jed­no­cze­śnie ten inte­li­gentny pro­ces kon­stru­owa­nia ciała „wypo­saża” nas (chcia­łoby się powie­dzieć: nie­stety!) w okre­ślone skłon­no­ści pre­dys­po­nu­jące do prze­ży­cia nie­zbęd­nych doświad­czeń przez dys­po­nu­ją­cego cia­łem ludz­kiego ducha.

A że i duch duchowi nie­równy — stąd ta nie­po­wta­rzal­ność ludz­kich ist­nień, doświad­czeń, dole­gli­wo­ści i cho­rób, z któ­rymi bory­kamy się w pro­ce­sie ziem­skiego życia będą­cego — nigdy dość przy­po­mi­nać — szkołą wła­ści­wego rozu­mie­nia wol­nej woli w kon­tek­ście uni­wer­sal­nych praw i prawd. Bez­ce­lowe jest zatem i wielce nie­obiek­tywne porów­ny­wa­nie sie­bie, swo­ich doświad­czeń (w tym rów­nież i cho­rób) z kim­kol­wiek! Każdy jest bowiem nie­po­wta­rzalną indy­wi­du­al­no­ścią i należy go indy­wi­du­al­nie kory­go­wać i dostra­jać. Acz­kol­wiek prawdą jest też, że podo­bień­stwa jed­no­stek cho­ro­bo­wych wyni­kają z pew­nego podo­bień­stwa pro­ble­mów ducho­wych cho­ru­ją­cych na nie ludzi. Są to, co prawda bar­dzo „grube” podo­bieństwa, mające jed­nak cza­sami prak­tyczne zna­cze­nie w pro­ce­sie lecze­nia — dostrajania.

Warto też w roz­dziale trak­tu­ją­cym o prze­sła­niu cho­roby (a nawet o szan­sie, jaką ona nie­sie) zwró­cić uwagę na pewien istotny fakt — a mia­nowicie, że wola i rozum czło­wieka są — w kon­tek­ście praw uniwer­sal­nych - nie­na­ru­szalne!

Tego bowiem bez­względ­nie wymaga PRAWO NIEINGERENCJI!

Zna­czy to, że nie możemy pomóc czło­wie­kowi bez jego oso­bi­stej woli i zgody, a nawet prośby o pomoc (wyją­tek sta­no­wią dzieci, za które do pew­nego czasu decy­dują rodzice)! Cho­roba to bowiem „wybór” danej jed­nostki, wybór, do któ­rego się ona świa­do­mie zwy­kle nie przy­znaje, bo nie poj­muje, że to jej pod­świa­domy umysł pozo­sta­jący w rezo­nan­sie z Wyż­szym Rozu­mem spro­wa­dza okre­śloną cho­robę jako doświad­cze­nie nie­zbędne w jej roz­woju i dro­dze ku uni­wer­sal­nej doj­rza­ło­ści. Chory powi­nien zatem ten wybór zaak­cep­to­wać i okre­ślone doświad­cze­nie (cho­robę) „prze­pra­co­wać”, sta­ra­jąc się rów­nież świa­do­mie zro­zu­mieć co ono ozna­cza i czego ma go nauczyć. Ina­czej cho­ro­wa­niu nie będzie końca.

Kon­cen­tra­cja zaś na pozby­ciu się czy zła­go­dze­niu dole­gli­wo­ści i obja­wów to duże nie­po­ro­zu­mie­nie oraz duża strata czasu i zdro­wia. Cho­ru­jemy bowiem na Pra-​Zasadę i dopóki jej nie „prze­pra­cu­jemy”, nie dostro­imy się do niej — cho­roba będzie postę­po­wać dalej. A próba „prze­chy­trze­nia” tj. cią­głe tłu­mie­nie obja­wów i reak­cji orga­ni­zmu będą­cych próbą samo­do­stro­je­nia się — spo­wo­duje, że cho­roba albo objawi się w innej for­mie (bar­dziej dokucz­li­wej, poważ­nej i ostrze­ga­ją­cej), albo wręcz w for­mie eli­mi­nu­ją­cej daną egzy­sten­cję jako nie­spójną z celem jej pobytu na Ziemi (bez­ce­lową). Te uni­wer­salne prawa i zasady okre­ślają też rolę leka­rza przy­szło­ści (i to już nie­da­le­kiej). To wiel­kie wyzwa­nie dla lekar­skiej spo­łecz­no­ści! Czy mu spro­sta?! To bowiem w dużym stop­niu i kapłań­ska rola. Dzięki temu można pomóc cho­rym zro­zu­mieć i w miarę opty­mal­nie „odro­bić” swoje lek­cje, a tym samym w miarę łagod­nie przejść przez pro­ces dostra­ja­nia, który jest prze­cież wie­lo­po­zio­mową trans­for­ma­cją biologiczno-​duchowego kom­pleksu jakim jest czło­wiek. Należy jed­nak wyraź­nie zazna­czyć, że zgod­nie z kosmicz­nym PRAWEM PRZYCZYNYSKUTKU oraz PRAWEM NIEINGERENCJI jak i PRAWEM POKORY nikt i nic nie zastąpi woli cho­rego i nie wyrę­czy go w „odro­bie­niu” swo­ich nie­zbęd­nych lekcji.

To chory musi pod­jąć świa­domy wysi­łek, by zmie­nić swój sto­su­nek do rze­czy, warun­ków i bliźnich.

Jeżeli jed­nak chory odrzuca moż­li­wość prze­miany ducho­wej i nie zmie­nia swo­jej postawy, dopóki jest w nim nie­na­wiść, zła wola, nie­spra­wie­dli­wość, zazdrość i dopóki w jego wnę­trzu jest cokol­wiek, co kłóci się z cier­pli­wo­ścią, wytrwa­ło­ścią, miło­ścią bra­ter­ską, uprzej­mo­ścią, życz­li­wo­ścią itp. — wyle­cze­nie ciała nie będzie moż­liwe nawet z pomocą nowo­cze­snych tech­nik. Jeśli jed­nak nastąpi zmiana w jego umy­śle i posta­wie, jeśli da on wyraz tej zmia­nie w mowie i dzia­ła­niu i rów­no­cze­śnie zasto­suje odpowied­nie tech­niki — nastąpi poprawa, a następ­nie wyleczenie.

Inte­li­gentne tech­no­lo­gie wyma­gają bowiem inte­li­gent­nej „współ­pracy” ze strony chorego.

W takich dopiero warun­kach można skró­cić do mini­mum czas „odra­bia­nia” naszych nie­zbęd­nych lek­cji i uczy­nić je przy­jem­niej­szymi. W takich dopiero warun­kach można „wyko­rzy­stać szansę, jaką daje choroba”!

Mówiąc zatem „naszym języ­kiem” — cho­roby i dole­gli­wo­ści ustę­pują w miarę postę­pów w pro­ce­sie dostra­ja­nia do praw uniwersalnych.

I tak oto nowo­cze­sna medy­cyna bio­lo­giczna staje się obsza­rem syn­tezy reli­gii i nauki. Uka­zuje bowiem, że świat moralny pod­lega pra­wom zależ­no­ści przyczynowo-​skutkowej rów­nie ścisłym jak te, które rzą­dzą świa­tem fizycz­nym. Tłu­ma­czy, że cier­pie­nie ludz­kie nie jest skut­kiem mate­ria­li­stycz­nie poj­mo­wa­nego nie­szczę­śli­wego przy­padku, ale raczej wynika z błę­dów w postę­po­wa­niu i myśle­niu. Dowo­dzi, że ból i wszyst­kie upo­śle­dze­nia mają cel wycho­waw­czy, że kalec­two i cho­roby mają źródło moralne, a wszyst­kie ludz­kie cier­pie­nia są lek­cjami w długo trwa­ją­cej szkole mądro­ści i doskonałości.

W ten też spo­sób zostaje rów­nież osią­gnięta nie­zwy­kle potrzebna syn­teza dwóch postaw, intro­wer­tyw­nej i eks­tra­wer­tyw­nej, cha­rak­te­ry­zu­ją­cych odpo­wied­nio Wschód i Zachód.

PRZESŁANIE TZW. NIEULECZALNYCH CHORÓB

Mam nadzieję, że prze­czy­tali Pań­stwo poprzedni roz­dział trak­tu­jący o uni­wer­sal­nym prze­sła­niu cho­roby. Jeśli nie, to pro­szę to zro­bić, jako, że ten roz­dział jest kon­ty­nu­acją poprzedniego.

Ponie­waż jed­nak znaczny pro­cent współ­cze­snych pacjen­tów zali­cza się do grupy osób cho­rych nie­ule­czal­nie — stąd potrzeba zwró­ce­nia się bez­po­śred­nio do nich.

Co zatem można powie­dzieć tym ludziom? To, że wszystko, co doty­czy uni­wer­sal­nego prze­sła­nia cho­roby, doty­czy rów­nież ich, a nawet — chcia­łoby się powie­dzieć — głów­nie ich!

Siły każ­dej cho­roby — cią­gle to przy­po­mi­namy — dzia­łają zawsze w okre­ślo­nym ducho­wym celu. Kiedy zaś ten duchowy cel zosta­nie osią­gnięty tzn. kiedy chory „nauczy się” lek­cji dostar­cza­nej przez prze­życia zwią­zane z jego cho­robą, wtedy dal­sze doświad­cza­nie tej choro­by staje się bez­ce­lowe i nastę­puje poprawa bądź wyle­cze­nie (albo nastę­puje przy­spie­sze­nie wcie­leń i „stare” ciało fizyczne umiera, szcze­gól­nie gdy pro­ces dege­ne­ra­cji był daleko posu­nięty; jed­nak duch udaje się na wyż­szy w nagrodę za wyuczoną lek­cję). Taki prze­łom może nastą­pić w każ­dym momen­cie — wszystko zależy od odro­bie­nia ducho­wej lek­cji, czyli osią­gnię­cia dostro­je­nia do określo­nej uni­wer­sal­nej Zasady.

Zgod­nie z powyż­szym pro­gram tera­pii powi­nien mieć kie­ru­nek duchowo-​biologiczny, a umysł powi­nien aktyw­nie dzia­łać w kie­runku przepro­wadzenia koniecz­nego pro­cesu edukacyjnego.

Nadzieja na wyzdro­wie­nie ist­nieje zatem tylko pod warun­kiem, że czło­wiek zmieni swą świa­do­mość i duchowe cele życiowe!

Z takim pacjen­tem, który usi­łuje przejść przez to, co stało się za­sadniczą czę­ścią jego całego życio­wego doświad­cze­nia (bo tak należy okre­ślić doświad­cza­nie poważ­nej cho­roby) i lekarz, i rodzina, i oto­cze­nie muszą postę­po­wać bar­dzo cier­pli­wie. Wtedy i tylko wtedy staje się to kon­struk­tyw­nym, a nawet fascy­nu­ją­cym doświad­cze­niem dla wszyst­kich osób bio­rą­cych udział w tym pro­ce­sie. Nie pod­lega prze­cież dys­ku­sji fakt, że poważ­nie chory w rodzi­nie to pro­blem i „cho­roba” całej rodziny oraz poważne życiowe i moralne wyzwa­nie. Nic zresztą dziw­nego — cho­roby mają prze­cież dzia­ła­nie wycho­waw­cze, dys­cy­pli­nu­jące i karzące. Doty­czy to rów­nież naj­bliż­szego oto­cze­nia cho­rego, które zwy­kle miało „swój udział” w zaist­nie­niu cho­roby bli­skiej osoby. Naj­czę­ściej bowiem przy­czyną poważ­nych cho­rób są „chore” rela­cje międzyludzkie.

Szcze­gól­nie „karzące i wycho­waw­cze” dla naj­bliż­szego oto­cze­nia, zwłasz­cza rodzi­ców, jest poja­wie­nie się w rodzi­nie ciężko cho­rego dziecka. Jest to prze­sła­nie dość zde­cy­do­wa­nie adre­so­wane wła­śnie do rodzi­ców. I wydaje się, że sku­tecz­ność tera­pii dziecka w dużym stop­niu zależy od rów­no­cze­snej ducho­wej tera­pii rodziców.

Wszystko zatem wska­zuje na to, że w naszej epoce zagu­bie­nia i moral­nego ban­kruc­twa — poważ­nych cho­rób i cho­rych będzie coraz wię­cej, zwłasz­cza na nowo­twory. Rodzaj ludzki jest bowiem duchowo nie­doj­rzały i w związku z tym jego przed­sta­wi­ciele muszą spo­dzie­wać się nie­zbyt przy­jem­nych „cho­ro­bo­wych lek­cji wycho­waw­czych”. Rozumne istoty ludz­kie muszą mieć bowiem rozumne moralne pod­stawy życiowe! Tym bar­dziej, że orto­dok­syjne dogmaty kościo­łów nie są już do przy­ję­cia dla wielu kry­tycz­nych umy­słów. Tra­dy­cyjne świę­to­ści i ide­ały roz­sy­pały się, a nie powstały żadne nowe naukowe poję­cia i kon­cep­cje, które mogłyby zająć ich miej­sce. Naj­bliż­szy zaś nam tzw. świat chrze­ści­jań­ski cią­gle tkwi w prze­ko­na­niu, które w znacz­nym stop­niu prze­nosi cię­żar odpo­wie­dzial­no­ści z dzie­dziny postę­po­wa­nia na dzie­dzinę bez­kry­tycz­nej wiary. Tym­cza­sem zasad­ni­cze zna­cze­nie — nigdy tego dość przy­po­mi­nać — dla pozy­tyw­nego roz­woju indy­wi­du­al­nego ducha i zdro­wia ciała, któ­rym on dys­po­nuje mają uczynki (poj­mo­wane jako okre­ślone dzia­ła­nie, jako postę­po­wa­nie, jako formy myślowe, życze­nia), co staje się ude­rza­jąco widoczne, kiedy przy­stę­pu­jemy do bada­nia prze­sła­nia cho­roby. Dla­tego ta wie­dza winna sta­no­wić pokrze­pie­nie i lekar­stwo na znu­że­nie, jakie ogar­nęło wyznaw­ców ist­nie­ją­cych reli­gii oraz rze­sze coraz bar­dziej bez­rad­nych cho­rych i zaj­mu­ją­cych się nimi leka­rzy i psychologów.

Ten ponury wykład o peda­go­gicz­nych aspek­tach cho­roby i cho­ro­wa­nia nie powi­nien jed­nak przy­gnę­biać tych, któ­rzy robią uży­tek ze swo­jego umy­słu. A wprost prze­ciw­nie, powi­nien on dawać nadzieję, opty­mizm i spo­wo­do­wać odno­wie­nie czy­stej reli­gij­nej wiary opar­tej na zaufa­niu do kosmicz­nej spra­wie­dli­wo­ści, leżą­cej u pod­staw wszyst­kich spraw ludzkich.

Zro­zu­mie­nie tego powinno być zara­zem ostrze­że­niem dla osób, któ­rym wydaje się, że znik­nęły wszyst­kie powody/​potrzeby moral­nego postę­po­wa­nia, od kiedy to „nauka” zde­ma­sko­wała „reli­gię” i w wyniku tego ludz­kie postę­po­wa­nie może być wolne, swo­bodne i nie­skrę­po­wane ogra­ni­cze­niami narzu­ca­nymi przez kościoły. Nic bar­dziej błęd­nego. Wręcz na odwrót! W warun­kach nasi­lo­nego oddzia­ły­wa­nia moralno-​fizycznych praw prze­strzeni wszyst­kie fał­szywe i pozorne postawy (jako sprzecz­ne z pra­wami prze­strzeni) będą „dema­sko­wane” i „kory­go­wane” w postaci wręcz wysiewu coraz bar­dziej poważ­nych cho­rób. Ten pro­ces jest już zresztą widoczny.

Na szczę­ście inte­li­gentny Kosmos daje wyj­ście. Jest nim jed­nak tylko i wyłącz­nie kon­struk­tywne zro­zu­mie­nie prze­sła­nia cho­roby pole­ga­jące na uczci­wym uświa­do­mie­niu sobie przez cho­rego zobo­wią­zań z prze­szło­ści (doty­czy to rów­nież prze­szłych zobo­wią­za­niami wobec samego sie­bie). Jeżeli nie chcąc krzyw­dzić innych, krzyw­dzi­łeś samego sie­bie – to i sobie masz coś do wyba­cze­nia (no i potrzeba poprawy!) Jeżeli krzyw­dzi­łeś innych musisz wyra­zić szczerą wolę zadość­uczy­nie­nia i wresz­cie usta­lić tę szcze­gólną cechę, któ­rej brak (a może wła­śnie nad­miar?) dopro­wa­dził do powsta­nia cho­roby.

Ape­luję zatem do tych, któ­rzy nie mogą się pogo­dzić z zaist­nie­niem w ich oso­bi­stym doświad­cze­niu (ewen­tu­al­nie ich naj­bliż­szych) jakiejś poważ­nej cho­roby. Nie miej­cie pre­ten­sji do nikogo, nikogo nie oskar­żaj­cie, ale kon­struk­tyw­nie sta­raj­cie się zro­zu­mieć, że prawa uni­wer­salne w polu oddzia­ły­wa­nia, któ­rych żyjemy — dzia­łają zawsze zgod­nie z pra­wem ducho­wego zamie­rze­nia, z któ­rego wynika, że nie­szczę­ście spo­tyka jedy­nie tych, któ­rzy na nie „zapra­co­wali”. Cho­roba nie jest karą, lecz zwró­ce­niem uwagi, że gdzieś ist­nieje dyso­nans mię­dzy tym, co jest, a tym, co być powinno. To jak dro­go­wskaz, który mówi, że nie tędy droga. To nie jest kara! Kosmos nie karze, on tylko pozwala pono­sić kon­se­kwen­cje wła­snych wybo­rów!

Trzeba to z pokorą przy­jąć i sta­rać się zdać ten egzamin.

Momen­tem zwrot­nym w indy­wi­du­al­nym zro­zu­mie­niu prze­sła­nia cięż­kiej cho­roby może być uczciwe zasta­no­wie­nie się i uczciwe odpo­wie­dze­nie sobie na pyta­nie: dla­czego pra­gnę zostać ule­czony? (Ha! Dla­czego nie zapy­tać, dla­czego zacho­ro­wa­łem? Wtedy odpo­wiedź może przyjść szyb­ciej. Np.: zacho­ro­wa­łem, bo jeź­dzi­łem wszę­dzie samo­cho­dem, a dla­czego tak robi­łem? — bo jestem leniwy i nie lubię wysiłku fizycz­nego. I już mamy pierw­sze tra­fie­nie – brak sza­cunku dla wła­snej fizycz­no­ści – dysonans).

A więc – dla­czego chcę wyzdrowieć?

  1. Żeby móc tylko zaspo­ka­jać wła­sne fizyczne zachcianki?
  2. Żeby móc dalej roz­wi­jać egoizm?
  3. Żeby dalej żyć bez god­nego celu?
  4. Żeby dalej nie zauwa­żać potrzeby ducho­wego rozwoju?
  5. Żeby dalej móc „wtrą­cać się” do życia innych i ich „uszczę­śli­wiać” według swo­jego mniemania?

W takim razie, z kosmicz­nego punktu widze­nia, dal­sze Wasze życie na Ziemi nie ma sensu! Jeśli zaś naprawdę chce­cie dalej żyć — to Wy sami musi­cie prze­ko­nać Inte­li­gentny Kosmos, że dal­sze Wasze życie na Ziemi ma jed­nak sens i cel!

W przy­padku poważ­nej cho­roby jest tylko jedno jedyne wyj­ście: musi nastą­pić poważna zmiana w sercu, w umy­śle, w posta­wie, w celach!

Pro­szę nie przyj­mo­wać tych słów jako oskar­że­nia. Jeste­śmy Waszy­mi przy­ja­ciółmi i pra­cu­jąc z Waszym cier­pie­niem sami naj­wi­docz­niej prze­pra­co­wu­jemy nasze wła­sne duchowe pro­blemy, tak jak to winni robić i Wasi naj­bliżsi.

Jaka jest więc rola i zna­cze­nie pro­cesu dostra­ja­nia w przy­padku cięż­kich i bar­dzo cięż­kich chorób?

Otóż ist­nieje pewien ważny bio­lo­giczny i psy­cho­lo­giczny czyn­nik, a mia­no­wi­cie — żeby spro­stać cięż­kiej cho­ro­bie potrzebna jest siła. Chory musi otrzy­mać szansę roz­wi­nię­cia pew­nych zdol­no­ści do walki, gdyż ina­czej obcią­że­nie cho­robą może być tak przy­tła­cza­jące, że jego skut­kiem będzie tylko uni­ce­stwie­nie, a nie roz­wój i trans­for­ma­cja. Taki chory musi zatem otrzy­mać nad­zwy­czajne wsparcie.

W przy­padku cięż­kiej cho­roby w rodzi­nie nie­zwy­kle pożą­dane jest, żeby w pro­ce­sie dostra­ja­nia brał udział nie tylko chory, ale żeby nie­jako rów­no­cze­śnie nie­zbęd­nej indy­wi­du­al­nej korek­cji pod­dało się rów­nież naj­bliż­sze jego oto­cze­nie. Dopiero takie dzia­ła­nie rokuje opty­mal­nie zarówno dla cho­rego, jak i jego naj­bliż­szych. Cho­remu pomoże to skon­cen­tro­wać się na zro­zu­mie­niu i „prze­pra­co­wa­niu” prze­sła­nia swo­jej cho­roby. Zaś jego naj­bliż­szym pozwoli popra­wić swoje zdro­wie (z reguły zagro­żone i osła­bione „prze­ży­wa­niem” cho­roby kogoś bli­skiego) oraz „nauczy” ich jak obiek­tyw­nie i mądrze postę­po­wać z cho­rym. Wszyst­kim zaś — pomoże to uzdro­wić rela­cje rodzinne i part­ner­skie. Taka wła­śnie postawa naj­bliż­szych jest dowo­dem ich miło­ści do cho­rego oraz wyra­zem ich sza­cunku i pokory wobec UNIWERSALNYCH PRAW ŻYCIA.

I tak oto wła­śnie na polu nowo­cze­snej medy­cyny bio­lo­gicz­nej doko­nuje się syn­teza tego, co przez wieki ist­niało roz­dziel­nie — syn­teza reli­gii i nauki (które — pro­szę nie zapo­mi­nać — kie­dyś sta­no­wiły jedność)!

Copyright 2003-2009 Vega Medica. Opracowanie graficzne Roman Fierfas
Wszelkie prawa zastrzeżone